9 lip 2021

LIDIA CZYŻ - NA DWA GŁOSY

Historia, która zdarzyła się naprawdę w dodatku opowiedziana z dwóch perspektyw. Myślę, że to zdanie już zachęca i delikatnie intryguje, zwłaszcza jeśli opowieść dotyczy miłości. I to nie tylko takiej do drugiego człowieka, która kiełkuje w sercu od szkoły licealnej, ale także do Boga, która również musi mieć swój czas. Każda z tych relacji na każdym swoim etapie jest inna, wzbudza różne emocje. To, co w książce Na dwa głosy Lidii Czyż bardzo mnie zaciekawiło to na pewno możliwość poznania historii z dwóch stron - towarzyszących uczuć, emocji, przemyśleń zarówno Bartka jak i Natalii - bohaterów tejże lektury. Nic nie wyjaśnia sytuacji tak, jak możliwość skonfrontowanie ze sobą obu stron. Wisława Szymborska pisała także, że nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Czy w życiu naszych bohaterów rzeczywiście nie jest to możliwe?


Wczesne dzieciństwo Natalii było sielanką... do czasu, aż mama dostała paszport i możliwość wyjazdu "na saksy" do Francji. Pustkę, tęsknotę za ukochaną rodzicielką najbardziej starał się wypełnić swojej wnuczce dziadek Narcyz. Człowiek łagodny, dobry, głęboko wierzący, scalający rodzinę. To właśnie on nauczył pisać Natalię listy do Boga i dbał, aby jej relacja z Panem rozwijała się. Był dla niej mentorem.

"W każdej sytuacji dziękował Wszechmocnemu za wszystko - i często widziałam, jak się modli. Gdy ktoś w rodzinie przeżywał problem czy komuś źle się działo - przy pięciu żonatych synach, a tym bardziej przy wielu wnukach zdarzało się to nieustannie - wszyscy zawsze biegli do dziadka, a on znajdował mądre rozwiązanie" (s. 25).

Dzień ogłoszenia wyników do liceum był dniem, który rozpoczął znajomość Natalii i Bartka. Razem z niecierpliwością szukali swojego nazwiska na liście przyjętych uczniów do klasy matematyczno-fizycznej. Jedna klasa, wspólne wycieczki w góry, rozmowy - wszystko to zbliżało ich do siebie, choć na początku nie pomyśleliby nawet, że z tej znajomości mogłoby się narodzić uczucie. Uczucie, które ukształtuje całe ich dalsze życie - z wieloma trudnościami, wyrzeczeniami i ciężką pracą, aby pogodzić zdobycie wykształcenia i obowiązki domowe. 

Bartek wychował się, jak to sam określał w "fajnej" rodzinie. Dom z ogródkiem, siostra bliźniaczka, kochający rodzice, babcia Janka - wszyscy byli sobie bardzo bliscy i nasz bohater wspomina z miłością okres dorastania. Niewiele mówiło się o bolesnej historii jego rodziny - o tym, że dziadek zginął w Katyniu. Od dzieciństwa, zarówno mama jak i tata, wpajali Asi i Bartłomiejowi, jak ważny w życiu jest Bóg. Bartek od  najmłodszych lat przejawiał swój plastyczny talent i miłość do instrumentów. Z tym także wiązał swoją przyszłość. W szkole średniej założył wraz z kolegami zespół, który jak się okazało w późniejszych latach, miał mu zabierać za dużo czasu... i czasem dawał także nowe znajomości, które będąc już mężem, niekoniecznie wychodziły mu na dobre - i jego rodzinie.



W książce "Na dwa głosy" poznamy historię miłości, która wzrasta, przechodzi różne etapy. Od zauroczenia, wzajemnego poznania, uniesień, tworzenia rodziny do kryzysów, a nawet rozstania. Właściwie mogłabym podobnie określić relację z Bogiem w tej opowieści. Pokazuje ona także, że człowiek jest istotną słabą i często błądzi. Gubimy się, popełniamy błędy, czasem nawet nie widzimy już dla siebie ratunku, ani dla relacji, które staramy się budować. I wtedy, zwłaszcza w tych trudnych chwilach, przychodzi moment, kiedy podnosimy oczy ku Niebu, szukając wsparcia i pomocy. A On stawia na naszej drodze odpowiednich ludzi, którzy są jak aniołowie, niosący dobrą nowinę. Perspektywa postrzegania naszego życia zmienia się, gdy zrozumiemy, że nasze grzechy są jak gwoździe przybijające Jezusa do krzyża. Porównanie obrazowe, dość mocne, skłaniające do przemyśleń, pobudzające naszą wyobraźnię. Dające nadzieję, że chcemy chwycić Pana Boga za rękę i zmienić nasze życie. Dokładnie tak, jak zrobił to Bartek, gdy zrozumiał słowa tekstu pieśni Golgota, śpiewanej przez (moją ukochaną z resztą) Beatę Bednarz. 


Po przeczytaniu tej opowieści można sobie pomyśle, że jest to historia niczym z filmu. Tyle zdarzeń, perypetii, miłosnych uniesień, ale też trudnych emocji, z którymi bohaterzy musieli się zmierzyć. Pokonać, by móc zrobić kolejny właściwy krok w ich życiu. I wreszcie Bóg, który nigdy nie mruga. Czuwający, troszczący się, Wszechmogący. 

Gdybym oceniła tę książkę, jako lekką, przyjemną i idealną na letnie wieczory, myślę, że odjęłabym jej wiele mądrości, która w niej jest zawarta. To nie jest wakacyjny romans i ckliwa, prosta hisotryjka. To lektura, którą owszem dobrze i płynnie się czyta, natomiast wymaga ona skupienia, zatrzymania i refleksji. Jeśli szukasz lektury, która niesie przesłanie i pokazuje, że dla Jezusa nie ma rzeczy niemożliwych, ani sytuacji bez wyjścia, obserwując w tle, że miłość to najpotężniejsze uczucie z wszystkich to serdecznie polecam tę pozycję.

SZCZEGÓŁY KSIĄŻKI:
Autor: Lidia Czyż
Okładka: miękka
Liczba stron:
Data premiery:
Wydawnictwo; Wydawnictwo Szaron



0 komentarzy

Prześlij komentarz

Dziękuję za zostawienie komentarza na moim blogu.