Są święci, o których mówi się bardzo często. Są też tacy, którzy pozostają niejako w cieniu - cisi, dyskretni, ale przez to chyba jeszcze bardziej fascynujący. Do nich bez wątpienia należy św. Józef. Oblubieniec Najświętszej Maryi Panny, opiekun Jezusa, człowiek odważny, odpowiedzialny i bezgranicznie ufający Bogu. Na kartach Ewangelii nie wypowiada ani jednego słowa, a jednak jego postawa mówi więcej niż niejeden długi monolog. To patron rodzin, małżonków, ojców i wszystkich, którzy szukają swojej życiowej drogi. Moja relacja ze św. Józefem rozwijała się stopniowo. Kiedy sama rozeznawałam swoją drogę do małżeństwa, nie modliłam się o dobrego męża za jego wstawiennictwem. Byłam wtedy na zupełnie innym etapie duchowości i Bóg prowadził mnie nieco inną ścieżką. Dziś jednak bardzo bliskie jest mi świętych obcowanie. Lubię poznawać świadectwa osób, które doświadczyły szczególnej opieki swoich patronów, bo takie historie pokazują, że święci nie są jedynie postaciami z historii Kościoła, ale realnie towarzyszą ludziom także dziś. Właśnie dlatego z ogromnym zainteresowaniem sięgnęłam po książkę Cicha obecność św. Józefa. Dla serc, które marzą o małżeństwie Agnieszki i Mateusza Urbańskich. Już sam tytuł doskonale oddaje jej przesłanie. Św. Józef nie jest tutaj bohaterem pierwszego planu. Nie dokonuje spektakularnych cudów. Jest obecny dokładnie tak, jak był obecny w Nazarecie - cicho, wiernie i dyskretnie prowadząc tych, którzy powierzają mu swoje życie.
Bardzo spodobała mi się konstrukcja książki. Autorzy nie opowiadają od razu wspólnej historii. Najpierw poznajemy świadectwo Agnieszki, później Mateusza. Są to dwie zupełnie odrębne perspektywy - kobiety i mężczyzny, dwóch różnych środowisk, różnych doświadczeń i emocji. Dopiero czytając drugą część zaczynamy dostrzegać momenty, w których ich drogi zaczynają się przecinać. To sprawia, że czytelnik sam odkrywa, jak subtelnie Bóg prowadził ich ku sobie.
To nie jest historia pozbawiona trudności. Wręcz przeciwnie. Zarówno Agnieszka, jak i Mateusz opisują momenty zwątpienia, samotności i bezradności. Są chwile, kiedy po ludzku wydaje się, że nic już się nie wydarzy. Szczególnie poruszyły mnie fragmenty, w których Agnieszka opowiada o obserwowaniu swoich rówieśników zakładających rodziny. Kolejne śluby znajomych, narodziny dzieci, poczucie, że czas płynie, a jej życie stoi w miejscu - myślę, że wiele osób po trzydziestce odnajdzie w tych słowach własne emocje. Jednocześnie autorzy pokazują, że czas oczekiwania nie musi być czasem straconym. Wręcz przeciwnie - może stać się okresem dojrzewania do miłości.
Agnieszka szczerze pisze o tym, co pomagało jej nie tracić nadziei: codzienna wdzięczność, kierownictwo duchowe, terapia, Pismo Święte, wspólnota, relacja ze św. Józefem, kontakt z naturą, rozwijanie pasji, wolontariat czy zwykła otwartość na ludzi. Z kolei Mateusz opowiada o znaczeniu sakramentów, adoracji, modlitwy własnymi słowami, rekolekcji, wspólnot, duchowych lektur i Mszy Świętych sprawowanych w intencji dobrego męża i dobrej żony. To bardzo konkretne świadectwo pokazujące, że oczekiwanie nie oznacza biernego siedzenia z założonymi rękami.
Po osobistych historiach autorów otrzymujemy kolejne rozdziały będące refleksją nad ich wspólną drogą. To spojrzenie z perspektywy czasu, kiedy łatwiej dostrzec wszystkie drobne wydarzenia, które wcześniej wydawały się przypadkowe. Często dopiero po latach widzimy, jak Bóg prowadził nas małymi krokami tam, gdzie od początku chciał nas doprowadzić. Autorzy pięknie pokazują właśnie tę perspektywę - wdzięczności za drogę, której sens odkrywa się dopiero z biegiem czasu. Dużym atutem książki są także świadectwa innych osób oraz zbiór modlitw za wstawiennictwem św. Józefa. Dzięki temu nie jest to wyłącznie historia Agnieszki i Mateusza, ale swoisty przewodnik dla osób rozeznających swoje powołanie i szukających duchowego wsparcia.
W świadectwie Agnieszki szczególnie urzekło mnie to, jak cierpliwie uczyła się odczytywać Boże prowadzenie w pozornie zwyczajnych wydarzeniach. Bardzo poruszył mnie wątek jej wewnętrznych obaw - choćby związanych z różnicą wieku - oraz sposób, w jaki z czasem otrzymywała odpowiedzi przynoszące pokój serca. To nie były spektakularne znaki, ale właśnie ta charakterystyczna dla św. Józefa cicha obecność, która stopniowo rozwiewała kolejne lęki. Zapamiętałam również jej pragnienie, by znaleźć się przed słynącym łaskami obrazem św. Józefa w krakowskim kościele przy ulicy Poselskiej. Piękne jest to, że z perspektywy czasu widać, jak Bóg układał kolejne wydarzenia tak, aby mogła tam stanąć i zawierzyć Mu swoje życie, powołanie.
Równie mocno poruszyło mnie świadectwo Mateusza. Ujęła mnie jego dojrzałość i odpowiedzialność, a przede wszystkim umiejętność podejmowania konkretnych decyzji mimo towarzyszących mu obaw. Nie udaje człowieka pozbawionego lęku - wręcz przeciwnie. Pokazuje, że można bać się przyszłości, przeprowadzki, finansów czy zmian, a jednocześnie nie pozwolić, by ten lęk paraliżował działanie. Bardzo wybrzmiała we mnie jego postawa zaufania Bogu i gotowości, by zrobić krok naprzód z tym, co już posiada, zamiast czekać na idealny moment.
Myślę, że właśnie taki obraz mężczyzny jest dziś niezwykle potrzebny. Coraz częściej słyszę od znajomych kobiet, że trudno w dzisiejszych czasach spotkać mężczyzn gotowych do budowania trwałej relacji, podejmowania decyzji i brania odpowiedzialności za drugą osobę, "za to, co się oswoiło". Świadectwo Mateusza daje jednak nadzieję, że tacy mężczyźni są. Pokazuje, że prawdziwa męskość nie polega na braku słabości, ale na odwadze, wierności i gotowości, by z Bożą pomocą odpowiedzieć na powołanie do miłości.
Choć sama jestem już mężatką, ani przez chwilę nie miałam poczucia, że ta książka nie jest dla mnie. Wręcz przeciwnie. Czytałam ją z myślą o osobach, które są mi bliskie. Mam w swoim otoczeniu wiele osób, które często powtarzają: "Jestem już po trzydziestce. Marzę o małżeństwie, o rodzinie, ale nic się nie wydarza". Widzę ich tęsknotę, czasem zniechęcenie i pytania, dlaczego wciąż muszą czekać. Właśnie takim sercom najchętniej poleciłabym tę książkę. Sercom marzącym o małżeństwie - jak czytamy na okładce książki.
Bo Cicha obecność św. Józefa nie obiecuje prostych recept ani szybkich rozwiązań. Pokazuje natomiast, że Bóg działa również wtedy, gdy wydaje nam się, że nic się nie dzieje. Że św. Józef potrafi bardzo delikatnie splatać ludzkie losy - niczym mocną nić, która z czasem tworzy trwały, piękny splot. Dwie oddzielne historie, dwa różne życia, jedno wspólne pragnienie i Patron, który cierpliwie prowadzi je ku sobie.
Myślę, że właśnie dlatego warto sięgnąć po tę książkę. Nie tylko wtedy, gdy marzy się o małżeństwie. Także po to, by nauczyć się cierpliwego zaufania Bogu i odkryć, że Jego odpowiedzi bardzo często przychodzą nie w huku wielkich wydarzeń, lecz w tej cichej obecności, z której słynie św. Józef!
SZCZEGÓŁY KSIĄŻKI:
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 120
Data premiery: 2026
Wydawnictwo: Edycja Świętego Pawła
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
0 komentarzy
Prześlij komentarz
Dziękuję za zostawienie komentarza na moim blogu.