12 gru 2021

MATKA BOŻA Z GUADALUPE - SKĄD MÓJ SENTYMENT DO TEGO WIZERUNKU?

Nie dalej, jak kilka dni temu, wymieniłam krótką wiadomość z sympatyczną siostrą Ludmiłą, na temat Matki Bożej z Guadalupe. Stwierdziłyśmy obie, że mamy wielki sentyment do tego konkretnego wizerunku Matki. Pięknie siostra wtedy mi napisała, że ma wrażenie, że to "Ona ma sentyment do mnie i mnie śledzi". Pomyślałam sobie, że to również bardzo trafne w moim przypadku, mojego małżeństwa i rodziny - Ona nas wybrała, chciała od początku być przy nas. I myślę sobie także, że czasem nawet nie mamy pojęcia, jak jesteśmy prowadzeni przez Boże działania, a po jakimś czasie ten obraz, który On sobie wymyślił, zaczyna układać się jak duże, rozsypane puzzle. Dlaczego zatem elementem tej układanki jest Panienka z Guadalupe?


Pisząc "Ona nas wybrała" mam na myśli pewną historię, wiążącą się właściwie z początkiem mojego małżeństwa. W dniu naszego ślubu nie mogła towarzyszyć nam jedna z bliskich osób w rodzinie, ciocia Basia. Mieliśmy jednak okazję spotkać się trzy tygodnie później na ślubie mojej kuzynki. Tego dnia ciocia złożyła życzenia także nam - i zarówno ślubujący sobie tego dnia Młodzi, jak i my - otrzymaliśmy od niej upominki na nową drogę życia. Zerkając do torebeczki zobaczyłam, że jest tam między innymi malutka ikonka Matki Bożej. Jej przenikające spojrzenie zapadło w mojej pamięci, choć od tamtego momentu rozstałyśmy się na długo. Przy przeprowadzce zagubiłam gdzieś tą pamiątkę i przez jakiś czas nie mogłam jej znaleźć. Dopiero po jakimś czasie wpadła w moje ręce przy okazji porządkowania szafy. Wtedy po prostu była to dla mnie Matka Boża, nie sprawdzałam, co to dokładnie za wizerunek.

Przed dniem, kiedy Matka Boska z Guadalupe na dobre wkroczyła w nasze życie, miałam wielokrotnie okazję czytać książki na temat różnych objawień. Pamiętam także, że trafiłam w sieci na odcinki z wcześniejszych lat Langusty na palmie, gdzie o. Szustak opowiadał o wizycie w Meksyku, opisywał to miejsce, jako najbliższe jego sercu, najświętsze, a wizerunek Matki Bożej, która objawiła się Indianinowi, św. Juanowi Diego na wzgórzu Tepeyac, jest dla niego najpiękniejszym. "Kobieta mojego życia", tak brzmi jeden z vlogów pokazujących pielgrzymowanie po Guadalupe. Już wtedy myślałam sobie "jaka Piękna!", a z tyłu głowy huczał głos "już Cię gdzieś widziałam".



Po pierwszym, ciężkim i długim porodzie, który w rezultacie skończył się cięciem cesarskim, drugi poród 20 miesięcy później, ze względów bezpieczeństwa musiał być planowany. Zatem - drugie cięcie. Na oddział zostałam przyjęta 11 grudnia, a narodziny mojego synka były zaplanowane na godziny poranne dnia następnego. "Imieniny miesiąca! Piękna data!" - tak wtedy myślałam o dniu narodzin Mikołajka. Całą noc nie spałam, trwając na Różańcu, choć czułam wewnętrzny spokój. Nie chciałabym wdawać się w szczegóły samego przebiegu tego ciężkiego zabiegu, ale okazał się być bardziej skomplikowany, przedłużający się, co sprawiało, że ja czułam się po prostu słabiej. Pamiętam mocne Światło, a wraz z nim pierwszy krzyk mojego synka. 

Kilka dni później, po wyjściu ze szpitala, tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, dostałam wiadomość od mojego taty z pytaniem: "A wiesz, że 12 grudnia przypada Wspomnienie Matki Bożej z Guadalupe?". Sprawdzając pospiesznie wizerunek Matuchny, ponownie pomyślałam myśl sprzed kilku lat: "jaka Piękna!". Zamarzyłam wtedy o tym, aby mieć w domu ikonę z takim wizerunkiem Mateczki i dopiero wtedy, gdy zaproponowałam to mojemu mężowi, skojarzyłam dokładnie te oczy, które popatrzyły na mnie z torebeczki z prezentem, którą dostaliśmy dwa i pół roku wcześniej od cioci. "Już Cię gdzieś widziałam". Pobiegłam po małą ikonkę i aż podskoczyłam zdumiona, mówiąc pod nosem "To Ona".

Jak domyślacie się, była to właśnie Matka Boża z Guadalupe. Wcześniej nie szukałam informacji, co to dokładnie za wizerunek, po prostu - Maryja. Pomyślałam, wtedy, że to wszystko jest niesamowite, ta nieświadomość w sumie też. Nie miałam pojęcia, że od początku naszego małżeństwa czuwa nad nami, jest w naszej codzienności, choć na chwilę znikła z moich oczu przy przeprowadzce, to dała się odnaleźć, by pewnego dnia w końcu tak pięknie się nam przedstawić. Jak się później dowiedziałam, ciocia miała dwie różne ikonki, pochodzące z jej pielgrzymek, i podzieliła je między nas. Mogliśmy zatem otrzymać inny wizerunek, ale właśnie ta Mateczka trafiła do naszego domu. Co najlepsze, zostałą ona poświęcona w samej Guadalupie. Za jakiś czas zdecydowałam się zamówić cały wizerunek Panienki z Meksyku pisany na drewnie, który dopiero od tygodnia gości w naszym domku.




Jakiś czas temu, zupełnie spontanicznie, zaprosiłam moją koleżankę Klaudię na kawę, niestety online, przez ekrany naszych telefonów, bo mieszkamy daleko od siebie. Z drugiej strony, Chwała Panu za takie rozwiązania! Potrafią nam umilić codzienność i dają możliwość odskoczni - chwilowej rozmowy, napicia się ciepłej kawy, zatrzymania, wysłuchania. Choć niecodziennie możemy się ze sobą połączyć to od tego czasu staramy się robić to jak najczęściej. Czytamy wtedy także Ewangelię na dany dzień, rozważając także ten fragment i odnosząc go do naszego życia. Na jednej z kaw pokazywałyśmy sobie nowości książkowe - co aktualnie czytamy, co czeka w kolejce, jakie są nasze wrażenia. Pamiętam, że pokazałam Klaudii książkę Zawierzenie pod płaszczem Maryi. Duchowy ratunek z nieba Christine Watkins, która niedawno została wydana przez Wydawnictwo Esprit. Wielokrotnie myślałam o rozpoczęciu rekolekcji przygotowujących do zawierzenia, ale jak to w życiu "ciągle coś", poza tym uważam, że każdy musi rozeznać to według swoich pragnień serca, niż sugerować się np. namawianiem przez inną osobę, by taki akt uczynić. Opowiadałam Klaudii, że informacja o tej książce trafiła do mnie w momencie, kiedy znów zaczęłam myśleć o Matce Bożej z Guadalupe, aż nagle odświeżając maila otrzymałam wiadomość od wydawnictwa z propozycją recenzji właśnie tej pozycji. Pamiętam, że szybciej zabiło mi serce i bez wahania się tego podjęłam. 

Podczas naszej rozmowy powiedziałam także, że chciałabym właśnie nie tylko przeczytać tę książkę, a właśnie z nią odbyć przygotowanie do zawierzenia pod płaszczem Maryi. Wiem, że najlepiej, jeśli akt oddania zakończy się w jedno z świąt maryjnych lub Wielką Sobotę, jeśli jest ona częścią wielkopostnej drogi. Studiując harmonogram, w które dni należy roczpocząć przygotowania, by zakończyć je odpowiedniego dnia, zaczęłam wylewać swoje smutki i żale, że mogłam zacząć 28 października, by po 46 dniach duchowych rozważań (czyli dokładnie tyle ile gwiazd liczy płaszcz Matki Bożej z Guadalupe) dokonać aktu zawierzenia idealnie w Jej wspomnienie - 12 grudnia. Klaudia powiedziała mi wtedy takie zdanie, że to byłoby zbyt poukładane, perfekcyjne i może wychodzące bardziej z moich pragnień, niż z tego, co mówi mi Bóg. Był to poranek 24 listopada, a harmonogram zawierzenia pokazywał właśnie tą datę, jako jedną z tych, od kiedy możemy rozpocząć czterdziestocsześciodniowy okres modlitwy. Poczułam, jakby sama zapraszała mnie pod swój płaszcz. Wieczorem rozpoczęłam lekturę tej książki i zarazem przygotowanie do aktu zawierzenia. Zaczęłam się także śmiać w głos, gdy kilka dni później zobaczyłam, że trudno dostępny złoty medalik, który od dawna poszukiwałam z wizerunkiem Matki Bożej z Guadalupe, nagle jest dostępny. Cóż za boski plan działania!

Wracając do słów siostry Ludmiły, że "Ona ma sentyment do mnie i mnie śledzi" - tak się właśnie dzisiaj czuję. Otaczana jej opieką od początku naszego małżeństwa, obdarowana Światłem i synkiem w dniu Jej wspomnienia i po prostu taką zwykłą obecnością w te dni, kiedy nawet nie zdawałam sobie sprawy, że gości w naszym domu. 

Dzisiaj zerkam na przepięknie napisaną ikonę przez bliską mi koleżankę Dominikę (Pod Skrzydłami - ikony obrazy) i w mojej głowie pojawiają się znów zdania: "jaka Piękna, Kobieta mojego życia"...




1 komentarzy

  1. Dziś Cię odkryłam i jestem taka zadowolona, treści idealne dla mnie😉

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zostawienie komentarza na moim blogu.